Kopenhaga w 24 godziny

 

Czy jest sens lecieć do Kopenhagi na jeden dzień? Moja odpowiedź brzmi zdecydowanie TAK!

Od kilku lat w okolicach swoich urodzin w styczniu planuję jakiś weekendowy wypad w miejsce, w którym jeszcze mnie nie było. W Nowy Rok siedząc na kanapie przed telewizorem przeglądałam oferty tanich linii lotniczych (od czego swoją drogą jestem chyba uzależniona) i w oko wpadł mi lot z Gdańska do Kopenhagi. W głowie zapaliła się żarówka „O! Tu mnie jeszcze nie było!”. Przyznam szczerze, że zawsze bliżej mi do miejsc z dala od miejskiego zgiełku, tym razem jednak postanowiłam dać miastu szansę 🙂 Szybkie info do przyjaciółki o moim znalezisku, decyzja „kupijemy!” i lecimy razem!

Jeśli, tak jak mi, zależy Wam na krótkim, najlepiej weekendowym wypadzie, żeby zaoszczędzić urlop, idealnym miejscem na takie wojaże jest właśnie największe miasto i jednocześnie stolica Danii. W tym wpisie udowodnię, że doba to wystarczający czas na zapoznanie się z Miastem Rowerów.

Kilka słów o Kopenhadze

Kopenhaga to niezwykle przyjazne mieszkańcom i turystom miasto. Stolica Dani jest również stolicą rowerów, których jest tu po prostu multum! Podobno znacznie więcej niż samych mieszkańców. Rzeczywiscie spacerując ulicami nietrudno natrafić na zaparkowane gromady jednośladów. Kopenhaga połączona jest mostem nad Sundem ze szwedzkim Malmö więc wybierając się tam na dłużej warto uwzględnić w swoich planach również część Szwecji.

Kopenhaga wita nas zaspana jeszcze nieco po nocnym szaleństwie.

Jak się dostać do Kopenhagi? Ile kosztuje lot?

Ryanair obecnie lata na lotnisko Kastrup z Gdańska i Krakowa i moim zdaniem warto zdecydować się właśnie na tego przewoźnika, chociażby ze względu na cenę.

Za loty z Gdańska do Kopenhagi i spowrotem zapłaciłam 78zł

Z Gdańska wyleciałam w sobotę przed świtem o 6:50 (wschód słońca oglądany z pokładu samolotu to zawsze dodatkowa atrakcja). Na miejscu byłam o 7:50.

Wylot z Kopenhagi w niedzielę o godzinie 8:15 rano. W Gdańsku byłam chwilę po 9:00.

Lotnisko Kopenhaga-Kastrup oddalone jest od centrum stolicy Danii o około 15 kilometrów. Bezproblemowo dostaniecie się do miasta korzystając z komunikacji miejskiej. Warto w automacie na lotnisku wykupić ważną 24 godziny kartę miejską City Pass Small (upoważna do poruszania się komunikacją w centrum miasta, wszystkie punkty mojej wycieczki i lotnisko łapały się w granicach tej karty). Zaraz obok lotniska znajduje się przystanek kolejki miejskiej/metra, które dowiezie Was do samego centrum. My wysiadamy na placu Kongens Nytorv.

Koszt dobowej karty City Pass Small to 80 DKK (ok. 50 zł)

Kartę można także zakupić przez internet TUTAJ i mieć ją na telefonie.

Co zobaczyć w Kopenhadze w jeden dzień?

Miasto wita nas ciszą jak po burzy… Nic dziwnego, jest sobotni wczesny poranek. Piątkowi imprezowicze jeszcze gdzieniegdzie pałętają się w poszukiwaniu ukojenia po nocnych wojażach. Mijamy Kościół Marmurowy (inaczej Kościoł Fryderyka) z przepiękną, ogromną kopułą wzrorowaną na tej w bazylice św. Piotra w Watykanie. Docieramy na wybrzeże kanału pod Pomnik Małej Syrenki – to symbol tego miasta, którego moim zdaniem nie warto pomijać, choć jakby nie patrzeć nie ma w nim niczego nadzwyczajego. Ot, nieco ponad metrowy pomnik z brązu. Przedstawia on oczywiście znaną wszystkim postać z baśni autorstwa Hansa Christiana Andersena. Ciekawostą jest, że został ufundowany przez złożyciela browaru Carlsberg. Po drodze mijamy jeszcze ciekawą rzeźbę człowieka wykonaną z różnych metalowych narzędzi i części.

Kopenhaska opera to najdroższa tego typu budowla na świecie. Koszt jej budowy to ponad 500 milionów dolarów. Przy okazji aby dostać się pod budynek warto skorzystać z miejskiego tramwaju wodnego.

Kawałeczek dalej piechotą czeka na nas nie lada atrakcja w postaci miasta w mieście. Christiania, bo o niej tu mowa, zwana jest Wolnym Miastem, jego obywatele posiadają status niezależniej społeczności. Obecne są tu bardzo wyraźne wpływy ruchu hipisowskiego. Dokładną historię tego miejsca warto przeczytać na Wikipedii (TUTAJ).

Klimat zmienia się tu diametralnie, nagle znajdujemy się w otoczeniu kolorowych graffiti, zaniedbanych ogrodów z brudnymi pluszakami jako ozdobami i snujących się koło nas ludzi. Trafiamy na główny plac, tu nie można robić zdjęć ani nagrywać filmów o czym wyraźnie informują znaki. Kojarzycie te piękne, kolorowe stragany z żelkami i innymi słodkościami w wesołych miasteczkach i na festynach? Tutaj taką specjalną wystawkę mają produkty pochodzenia konopnego 😉 Do koloru do wyboru, wszystko ładnie skręcone i podpisane dla fanów eksperymentowania z odmianami. Nie dla mnie takie atrakcje więc decydujemy się z przyjaciołką tylko na szybką kawę w okolicznym barze obserwując zupełnie inaczej toczące się tutaj życie. Christiania czasy świetności ma juz dawno za sobą ale warto tu wpaść choć na chwilę i doświadczyć panujacego tu klimatu.

Ruszamy dalej w kierunku Kościoła Najświętszego Zbawiciela, najwyższego kościoła w Kopenhadze z charakterystyczną spiralną wieżą – wejście na nią kosztuje 40 DKK.

Wracamy powoli na drugą stronę kanału i kierujemy się w stronę Christiansborg – dawnego zamku królewskiego.

Przyspieszamy nieco kroku aby zdążyć na 12:00 pod Amalienborg – oficjalną rezydencję rodziny królewskiej. O tej godzinie odbywa się tu oficjalna, uroczysta i najbardziej widowiskowa zmiana warty. Tłum gromadzi się na około placu, cięzko dopchać się i cokolwiek zobaczyć ale udaje mi się dostrzec poruszajacych się synchronicznie gwardzistów w historycznych strojach z ogromnymi czapami.

Na deptaku Strøget zahaczamy o sklepy z pamiątkami. Na jego początku, zaraz obok placu Kongens Nytorv, na którym zaczynaliśmy spacer po mieście, znajdziecie Muzeum Rekordów Guinessa. My nie wchodzimy do środka ale podziwiamy figurę najwyższego człowieka stojącą przed wejściem. W chwili otwarcia Strøget była najdłuższą ulicą bez ruchu samochodowego na świecie. Kierując się do końca deptaku napotkamy plac ratuszowy z okolicznym pomnikiem Hansa Christiana Andersena.

Powoli cofamy się pod Okrągłą Wieżę wybudowaną tu jako obserwatorum astronomiczne. Chętni mogą wspiąć się na jej szczyt po spiralnych schodach.

Przed nami fajny punkt wycieczki oddalony nieco od ścisłego centrum miasta dlatego wsiadamy w autobus i kierujemy się do Superkilen Park. Dzielnica Nørrebro zamieszkała jest przez społeczność ponad 60 różnych narodowości, co w przeszłości generowało wiele konfliktów na tle kulturowym. Stworzenie tego wyjątkowego parku miało na celu zjednoczyć i zaangażować nieco wszystkich mieszkańców budując w nich poczucie wspólnoty. Obywatele tej części Kopenhagi sami zadecydowali jakie przedmioty i symbole z ich krajów mają pojawić się w ich wspólnej przestrzeni. Tak oto w Superkilen Park znajdziecie między innymi: przepiękną fontannę z Maroka, angielskie kosze na śmieci, zjeżdżalnię z Czarnobyla i chińskie palmy. Polski akcent także można napotkać, patrząc uwaznie pod nogi – wprawne oko dostrzeże studzienkę kanalizacyjną z Gdańska. Sam park podzielony jest na trzy strefy. Przyznam szczerze, że miejsce to bardzo mnie urzekło swoją wyjątkowością i przekazem jaki ze sobą niesie. Warto tam zajrzeć i odpocząć chwilę na tureckich ławeczkach.

Uwielbiam prostotę i minimalizm. Zawsze przytłaczały mnie pełne złota i ozdób świątynie. Czułam, że nie tak powinno wyglądać miejsce, które ma pomóc z zbliżeniu się do Boga. Grundtvig’s Church, najdalszy punkt naszej wycieczki, jest totalnym przeciwieństwem bogato zdobionych świątyń. Minimalizm tego miejsca zachwyca i przyciąga wzrok. Warto tu zajrzeć i sprawdzić na własnej skórze jak wielkie wrażenie robi to miejsce i jak niewiele trzeba aby dodać swiątyni wyjątkowości.

Wracamy do centum i kierujemy się w stronę najbardziej znanej z pocztówek lokalizacji – Nyhavn to kanał i ulica kojarzone z kolorowymi domkami i klimatycznymi knajpkami. To chyba najbardziej turystyczne miejsce w Kopenhadze. Warto przejść się oboma brzegami kanału – „stroną słoneczną” i „stroną cienia”. Można tu zatrzymać się na chwilkę, zjeść pyszne lody lub wybrać się na rejs statkiem. A koniecznością wręcz jest odnalezienie kamienicy, w której mieszkał Andersen 😉 Podpowiedź! Jest ich tu nawet kilka!.

Tivoli! Punkt wycieczki, na który czekałyśmy chyba najbardziej… Wieczorem, po zmroku wybieramy się przed główną bramę ogrodów. Ogromny, drugi najstarszy park rozrywki świata kusi rozmaitością atrakcji dających dodatkowy wyrzut adrenaliny i serotoniny. Pewnym krokiem kierujemy się ku bramie aby po chwili odbić się od metalowej, zamkniętej na 4 spusty kraty. No cóż… trwają przygotowania atrakcji do następnego sezonu, otwarcie za kilka dni. Trudno, przynajmniej mamy dobry powód aby jeszcze kiedyś tu wrócić. Cennik i wszelkie informacje dostępne są na stronie parku (TUTAJ).

Co i gdzie zjeść w Kopenhadze?

Planując budżetowy jednodniowy wypad i czytając o cenach w Kopenhadze śniadanie w postaci kanapek przywiozłyśmy z Polski. Nie odmówiłyśmy sobie jednak spróbowania choć części lokalnych duńskich przysmaków.

LODY – przepyszne lody sprzedają na Nyhavn w lodziarni Rajissimo. Można tam też spróbować churros i gofrów na patyku. Za dwie spore gałki przepysznych lodów zapłaciłam 52 DKK (ok. 30zł)

SMØRREBRØD czyli duńskie kanapki z różnorodnymi dodatkami, pięknie prezentujace się na talerzu. Spotkacie je w wielu miejsach. My zdecydowałyśmy się spróbować tych dostepnych w Torvehallerne. W zadaszonej hali macie okazję spróbować wielu przysmaków lub kupić tradycyjne wyroby. Niestety miejsce to zamykane jest o 18:00 więc warto wybrać się tam wcześniej niż my 😉 Przyjaciółka załapała się jeszcze na jedną z ostatnich sztuk smørrebrød z pasztetem z wątróbek, ja odpuściłam bo brakowało juz wersji bezmięsnej. Koszt takiej kanapki zależy od jej dodatków ale zazwyczaj jest to około 80 DKK (50 zł).

CYNAMONOWE BUŁY – to coś czym mogłabym się zajadać codziennie. Przepyszne! Tutaj także polecam te z Torvehallerne, warto spróbować kilku różnych wersji 😉 Koszt przepysznego cynamonowego ślimaczka to 17 DKK (ok. 10zł).

Nocleg w Kopenhadze

Budżetowy nocleg znajdujemy na Booking.com. W Kopenhadze czekają na nas dwa łóżka w 6-osobowym pokoju w hostelu Generator Copenhagen. Miejsce jest cuuudowne, świetnie wyposażone, czyste. Nasz pokój (jak chyba każdy tutaj) ma swoją własną toaletę i prysznic. Pod łóżkami dostępne są skrzynie na swój dobytek ale UWAGA! Trzeba mieć własną kłódkę jeśli chcecie zamknąć skarby. Wieczór spędzamy przy piwie w barze obok recepcji. Od 22:00 cena złotego trunku jest niższa i do przyjęcia 😉 Gra muzyka na żywo, ludzie tańczą, rozmawiają ze sobą, grają w bilard, rzutki i inne dostępne tam gry. Jest po prostu ekstra!

Po dniu pełnym wrażeń zasypiamy w ciągu minuty.

Cena jaką zapłaciłam za łóżko w pokoju 6-osobowym w Generator Copenhagen to 80zł

Podsumowanie

To był dzień pełen wrażeń, wypchany po sufit atrakcjami. W ciagu doby nie da się oczywiście poznać danego miejsca i kultury od podszewki ale liznąć choć trochę cynamonową Kopenhagę już można 😉 Warto, nie tracąć urlopu, zdecydować się właśnie na taki jednodniowy, weekendowy wypad.

Podsumowanie kosztów:

Lot: 78zł

Komunikacja miejska: 50zł

Nocleg: 80zł

Jedzonko i piwko: 75zł

RAZEM: 283zł

Pieniądze i czas zaoszczędzicie dzięki karcie Revolut! W pełni DARMOWĄ kartę można otrzymać korzystając z mojego zaproszenia klikając TUTAJ.

Zapraszam do obejrzenia krótkiego klipu z tego wypadu!

komentarze 4

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *